Coś mnie wczoraj wzięło na odgrzewanie kotletów i wzięłam się za ponowną obróbkę zdjęć Kolety, która pozowała przed moim obiektywem we wrześniu.
Możliwe, że jednym z powodów były cudowne zdjęcia Katarzyny Rzeszowskiej, którą jestem od pewnego czasu zachwycona – i która przepięknie sfotografowała Koletę. Koleta ma w swoim portfolio 4 portrety Rzeszowskiej – każdy jest inny, ma inną stylizację, makijaż, klimat, pozę, przekaz, cel i co jeszcze chcecie. Każdy jest wypieszczony do ostatniego piksela, każdy tworzy odrębną, mocną, niezachwianą całość. To naprawdę godne podziwu i imponuje mi to szalenie.
Wracając do tematu, drugim z powodów mogły być nowe metody obrobki, które ostatniego czasu miałam okazję poznać i chciałam je wypróbować jeszcze raz na zdjęciach, które już kiedyś obrabiałam. Cóż, banalnie stwierdzę, że człowiek uczy się całe życie i wiem, że pewnie już za chwile i to, co teraz zastosowałam, pójdzie do lamusa. Niemniej cieszę się tym małym odswieżeniem :)
Pozdrowienia dla Kolety :)




0 komentarze:
Prześlij komentarz