niedziela, 6 września 2009

Asystentka u Artura Nyka (27.08.09 i 2.09.09)

27 sierpnia pojechałam jako asystentka Artura Nyka na sesję z Moniką Gocman – bardzo piękną, wesołą dziewczyną, która zabawiała nas różnymi, czasem niesamowitymi, opowieściami. Sesja miała miejsce pośród drzew, a Monika miała odegrać rolę leśnego, dzikiego stworzenia.

2 września natomiast, z tą samą modelką, pojechaliśmy do Mysłowic, aby w pewnym bardzo luksusowym domku zrobić parę „rodzinnych” zdjęć, w których udział miały także brać dzieci pani domu. Była to moim zdaniem jedna z najtrudniejszych sesji, w jakich brałam udział z Arturem. Oczywiście ja tylko asystowałam. Artur wykazał się znakomitą wiedzą na temat trudnej sztuki rozstawienia lamp w różnych punktach przestrzeni mieszkania tak, aby na zdjęciu każdy element został prawidłowo oświetlony. Monika wzięła ze sobą świetne ubrania, umalowała się i kapitalnie pozowała. Najwięcej „roboty” jednak było z dziećmi - ciężko ujarzmić ten piąty żywioł, a to, co się tam działo, ciężko opisać :)

Nie obyło się bez drobnej przygody ze zwięrzętami, jak to ostatnio zaczyna stawać się zwyczajowym elementem sesji z Arturem – przyszedł do nas kot, bardzo miły i łasy na pieszczoty. Salon domu był prawie w całości przeszklony, od samej ziemi. Kot siedział na zewnątrz, za szybą znajdująca się na przeciwko stanowiska fotograficznego. Położył się na grzbiecie, aby się umyć i stał się dla nas niewidoczny. W pewnej chwili w oknie pojawiła się tylko pojedyncza, stercząca do góry łapa. Wyglądało to bardzo zabawnie, tym bardziej, że przypadkowo została uwieczniona na zdjęciu. Po jakimś czasie, gdy przenieślimy się z aparatem na drugą stronę salonu, zauważyłam za inną szybą tego samego kota, jak stał na stole a łeb trzymał w mojej torebce. Po chwili ze środka wyłoniła się przeżuwająca moje kanapki kocia paszcza. Tym sposobem do końca dnia zostałam o pustym żołądku...

Wszystkie te anegdotki w zamian za zdjęcia z backstage’u, których jak zwykle nie zrobiłam.

0 komentarze:

Prześlij komentarz