sobota, 5 września 2009

Asystentka u Artura Nyka (20-21.08.09) - Rzędkowice

Tego samego dnia pojechałam z Arturem Nykiem jako asystentka do Rzędkowic, aby zrobić zdjęcia wspinaczy i skał w ramach projektu promocji Śląska. Na miejscu okazało się, że pomimo wspaniałej pogody, nie ma tam wielu ludzi, tym bardziej takich, którzy nadawaliby się do sfotografowania. Ponieważ od 2 lat ja i mój Bartek wspinamy się, a Rzędkowice nie są nam obce, bo to tu stawiałam pierwsze kroki w uprzęży, postanowiliśmy wrócić następnego dnia, ale tym razem z Bartkiem i sprzętem. Artur poszukał tylko odpowiednich kadrów, aby nazajutrz nie tracić czasu. W piątek pogoda była równie dobra na robienie zdjęć, gorzej na wspinanie się – mocne słońce bynajmniej nie pomagało. Bartek zakładając stanowisko zdążył się spiec w mocnych popołudniowych promieniach. Niemniej zdjęcia się udały, a dzien zakończyliśmy w pobliskiej restauracji na pysznych plackach. Ponadto postanowliśmy zostać z Bartkiem w Rzędkowicach do soboty, aby móc się jeszcze na spokojnie powspinać. Wyjazd była bardzo udany, czekamy na efekty pracy Artura.



Aha. Nie obyło się bez małej przygody! Pod koniec fotografowania przyszedł do nas lis. Jako, że my byliśmy na wierzchołku skały, bo Bartek pozował na tle Rzędkowickiej panoramy, wszystkie niepotrzebne rzeczy zostawiliśmy trochę poniżej. Lisek przyczaił się, podszedł do naszych rzeczy i nagle „hap!” – chwycił reklamówkę, w której mieliśmy kostkę magnezji i woreczek z magnezją i dawaj, w te pędy do lasu. Ja go zaczełam gonić, ale po chwili stwierdziłam, że to bezoowocne. Lis natomiast, obwąchawszy zawartośc siatki stwierdził, że nie ma tam nic do jedzenia i wrócił. Tym razem capnął woreczek na buty i tak samo uciekł do lasu, po czym wrócił. Mieliśmy z niego niezły ubaw, tym bardziej, że zamierzył się na dużą sportową torbę,w której była większość sprzętu i całość była bardzo ciężka. Chwycił zębami za taśmy, ale gdy zorientował się, że torba jest cięższa od niego, wystraszył się, puścił i uciekł, po czym... znowu wrócił. Artur zszedł do niego z aparatem, ja się okropnie bałam, żeby mnie nie ugryzł, więc robiłam zdjęcia z góry. W końcu lisek się znudził i dał nam spokój. Ale chudzielec był z niego straszny!

0 komentarze:

Prześlij komentarz